W sztabie szkoleniowym Cellfast Wilków Krosno doszło do zmiany menedżera zespołu. Decyzją zarządu klubu Piotr Świderski przestał pełnić rolę osoby odpowiedzialnej za prowadzenie drużyny. Od najbliższego meczu z Abramczyk Polonią Bydgoszcz zespół poprowadzi jako menedżer Michał Finfa, dyrektor sportowy klubu. Do sztabu pierwszej drużyny dołącza trener Ireneusz Kwieciński.
– Ten duet wywalczył historyczny awans do PGE Ekstraligi w 2022 roku, a sezon wcześniej doprowadził zespół beniaminka do finału pierwszej ligi. Obecny zespół potrzebuje impulsu, by czołowi zawodnicy pojechali na poziomie na który ich stać. Sezon wciąż trwa i do zdobycia jest spora liczba punktów – powiedział prezes Cellfast Wilków Grzegorz Leśniak.
Dotychczasowy menedżer Piotr Świderski będzie zajmował się grupami młodzieżowymi krośnieńskiego klubu.
Poniżej wywiad, który Michał Finfa udzielił dla portalu WP SportoweFakty.
Wraca pan na stanowisko menedżera pierwszego zespołu, łącząc tę funkcję z funkcją dyrektora sportowego. Czy przyjął pan tę misję, bo pan tego chciał, czy po prostu sytuacja klubu wymusiła taką sytuację?
Michał Finfa, Cellfast Wilki Krosno: Na pewno nie chciałem takiej sytuacji. Wyniki na torze są poniżej oczekiwań i liczyłem się z tym, że zarząd dokona zmian. Zespół też wiedział, że może to nastąpić. Wszyscy wewnątrz klubu mamy świadomość, że znaleźliśmy się w trudnej sytuacji w tabeli. Osobiście również uważam, że zmiany w strukturze zarządzania zespołem są konieczne. Jakie to przyniesie skutki? Zobaczymy. To jest przecież odpowiedzialne i trudne zadanie. Tak czy inaczej w strukturze klubu funkcjonowałem i dalej będę to robił. Kluczowa sprawa to udźwignięcie tematu i wyprowadzenie wszystkiego na dobre tory.
Kiedy podjęliście decyzję, że ze swoim stanowiskiem pożegna się Piotr Świderski?
Pierwsze rozmowy toczyły się już po meczu w Rybniku, który uważam, że wyglądał bardzo źle, jeśli chodzi o obraz i sam wynik. Do Łodzi jechaliśmy z wolą zwycięstwa, z wiarą, że się to uda i że w końcu ten zespół pojedzie na miarę oczekiwań. Nie udało się to i trzeba wdrożyć zmiany, żeby były one odczuwalne także dla zawodników.
Jakie zatem główne zarzuty mieliście do pracy trenera Świderskiego?
Do pracy trenera Świderskiego nie mamy większych uwag. Starał się, rozmawiał z zawodnikami. Jeśli chodzi o wnętrze naszej drużyny, to jest ono specyficzne, złożone z osób o mocnym charakterze. To skutkowało tym, że nie zawsze przekazywane rady i sugestie były wdrażane w życie. Dodatkowo widzę, że rozczarowująca postawa liderów powoduje, że tracą oni autorytet w zespole.
Kto budował tę drużynę? Grzegorz Leśniak, Michał Finfa, Piotr Świderski, czy wszyscy razem?
Wszyscy razem i każdy z nas czuł, że stawiamy na dobrych zawodników i możemy walczyć o wysokie cele. Zresztą odbiór całego środowiska żużlowego był jednoznaczny i mówił, że Cellfast Wilki są bardzo mocne i zbudowały świetny skład drużyny. Ale po takiej liczbie porażek zmiany niestety są konieczne. Sport zawodowy takich tematów nie wybacza. Jako jeden z twórców tego składu, dziś mam poczucie obowiązku aby temat wyprowadzić na prostą. Dlatego nie mogłem odmówić zarządowi. Władze klubu wykonały ogrom działań by zbudować bardzo solidną i profesjonalną organizację. Nie możemy zawieść naszych kibiców i partnerów. Dlatego rozpoczynamy szereg działań, które do tej pory nie były stosowane, bowiem ten zespół miał pełne predyspozycje, aby jechać lepiej.
Zatem musieliście mieć świadomość tego, jakich zawodników kontraktujecie.
Tak, natomiast wyniki budują zespół. Ten sezon jest trudny i z meczu na mecz, kiedy jeszcze przegrywamy niewielką różnicą punktów, cała sytuacja wewnątrz drużyny stawała się jeszcze bardziej złożona. Potrzebujemy zmiany na stanowisku menedżera, który będzie miał więcej możliwości. Będę miał bezpośredni nadzór nad procesem przygotowania do zawodów. Jako dyrektor sportowy mam bezpośrednie możliwości dyscyplinowania zawodników. Uważam, że model korporacyjnego zarządzania drużyną, niestety, ale jest obecnie ratunkiem dla klubu.
Co ma pan dokładnie na myśli?
Jestem przekonany o sile personalnej tego zespołu i tym, że w drugiej rundzie możemy wygrać co najmniej tyle meczów, ile w pierwszej rundzie przegraliśmy. Dotychczasowe prośby, sugestie i opinie ze strony trenera muszą teraz po prostu zmienić się w nakazy. Regulamin żużlowy precyzyjnie określa prawa i obowiązki zawodnika. Tę sprawę należy jasno postawić, a zawodnicy muszą uderzyć się w pierś, bo przecież pierwsza runda mogła wyglądać zupełnie inaczej. Chciałbym wskazać konkretne przykłady, jakie były następstwa po porażce w Rybniku i co chcieliśmy zrobić przed meczem w Łodzi.
Proszę mówić.
Sport żużlowy jest specyficzny. Zawodnik oraz jego otoczenie określa potrzeby treningowe. Trener, menedżer czy osoba zarządzająca nie wdroży się na tyle w temat sprzętowy zawodnika, żeby narzucać pewne rozwiązania. To zawodnik jeździ na tym sprzęcie za granicą, jeździ na tym sprzęcie w Polsce, w innych zawodach, ma swój team i to zawodnicy powinni czuć i brać odpowiedzialność za to, czym dysponują w danym momencie. Jeśli ktoś zalicza dobre wyniki, to proces przygotowania do meczu może wyglądać inaczej, prościej, tym bardziej startując w ligach zagranicznych. Natomiast jeśli zaliczamy porażkę w fatalnym stylu w Rybniku, gdzie nasz kapitan w sześciu startach za swoimi plecami przywozi tylko trzech rywali w tym jednego juniora po licencji, to gołym okiem widać, że ewidentnie w kwestii sprzętu i szybkości na torze coś nie gra. Bardzo Tobiasza Musielaka cenię i lubię. Mam nadzieję, że odbierze to jako impuls, który skieruje go w dobrą stronę, a nie personalny atak.
Próbowaliście interweniować? Podsuwaliście jakieś pomysły czy sugestie zawodnikom?
W wewnętrznych rozmowach z zawodnikami stworzyliśmy pewien przekaz. Zdawaliśmy sobie sprawę z istoty meczu w Łodzi i prosiliśmy o to, aby zdecydowali się na radykalne ruchy. Na przykład, żeby wykorzystali to, że nie ma PGE Ekstraligi w weekend i część mechaników ekstraligowych zawodników jest do dyspozycji. Prosiliśmy, żeby się do nich odezwali, potrenowali z ich asystą. Zorganizowaliśmy w sobotę trening w Opolu. Wynajęliśmy tor, ale nie wszyscy zawodnicy potraktowali to serio i na tym treningu się po prostu nie stawili. Pomimo naszych próśb i telefonów od trenera nie pojawił się Tobiasz, który miał cały wolny tydzień od meczu w Rybniku. Obecny za to był m.in. Luke Becker, który od startu sezonu zamartwiał się tym, że mu nie idzie i ciągle szukał rozwiązań w sprzęcie.
Czyli m.in. dzięki temu w Łodzi pojechał dobre zawody?
Tak, to zaowocowało, miał tam świeże silniki po pewnej przeróbce od tunera. Było też widać, że chciał po prostu zmian. Rozmawiał z tunerem, z osobami, które opiekują się jego sprzętem. Jego team zastosował zmiany, wdrożył nowe rozwiązania i to poskutkowało. Widać, że odzyskuje swoją dyspozycję. Wszystko to kwestia zaangażowania i chęci.
Czyli sugerowaliście, żeby zawodnicy poszli śladem na przykład Bartosza Smektały z niedzielnego meczu w Poznaniu?
Kiedy zobaczyliśmy w transmisji telewizyjnej Tomasza Suskiewicza w teamie Bartka Smektały, to zdaliśmy sobie sprawę, że dokładnie o to prosiliśmy naszych zawodników. Proszę spojrzeć na zdobycz punktową Bartosza Smektały. Zaliczył kapitalne zawody i zespół wygrał mecz. Ktoś może zarzucić nam, że nie mamy dostatecznego wpływu na zawodników i ich politykę treningową. To nieprawda, regularnie zapraszaliśmy na treningi, ale po drugiej stronie musi być też chęć zaangażowania się. Często kończyło się na przyjeździe na trening z motocyklem, w którym zamontowany jest piąty w hierarchii silnik, a to niczego wymiernego nie pokaże. Dodatkowo w niepełnym zestawie teamu mechaników. Najlepsze silniki trzeba przetrenować żeby mieć o nich wiedzę. Jako sztab w parkingu maszyn po próbie toru w Łodzi, powiedzieliśmy do zespołu, że tor pozwala jeździć pół sekundy od rekordu toru. Wszyscy przyjęli tę informację i potwierdziło się to w stu procentach. Takie czasy były praktycznie przez całe zawody. Trzeba było po prostu na bazie swojego sprzętu, który każdy powinien znać, tak dostroić motocykle, aby ten sprzęt jechał szybko na danej nawierzchni.
Sugeruje pan, że zawodnicy nie znają swoich silników?
Tak. Dochodzimy do sedna sprawy, że trzeba po prostu ten sprzęt dobrze znać, trzeba to przetrenować. Po Łodzianach było widać, że wyciągnęli wnioski, bo kilka dni wcześniej nie czuli się dobrze na danej nawierzchni, a zmodyfikowali wszystko, przewrócili do góry nogami, podjęli rękawicę i z nami wygrali. My musimy to wszystko wyprostować. Nie ma prawa działać to na zasadzie „chybił trafił”.
Co dzieje się z Jasonem Doylem, który ogólnej opinii uważany jest za największy niewypał transferowy? Jestem przekonany, że zarabia największe pieniądze ze wszystkich zawodników w Metalkas 2. Ekstralidze, a jedzie na przeciętnym poziomie.
Rozmawialiśmy po meczu w Łodzi. Widzę, że on nie akceptuje tego stanu rzeczy, który obecnie jest. Wierzy w rozwiązania, które chce wykonać. To daje nam poczucie, że za chwilę sytuacja z jego formą może się unormować. To nie jest pierwszy sezon zresztą, w którym Jason Doyle notuje częściowo słaby sezon, a w drugiej części roku to może się odwrócić. Bywały już takie lata w jego wykonaniu. To daje nam wiarę. Czy to niewypał transferowy? Ocenimy po sezonie. Nie sądzę aby tak było, ale do tego potrzebne są zmiany.
A czy to nie jest tak, że jemu się już po prostu na starość tego żużla odechciało i on faktycznie, tak jak powiedział, przyszedł do was po łatwe pieniądze? Swój stosunek pokazał także podczas Grand Prix, kiedy to nie wykonał ciążących na nim obowiązków marketingowych i chciano mu odebrać punkt w klasyfikacji generalnej.
Nie znam szczegółów wspomnianej sytuacji, ale nie wydaje mi się to prawdą. On ma sporo determinacji. Wydaje mi się, że zaszło u niego trochę zmian przed sezonem i chyba się do tego jeszcze nie dostosował w pełni.
Próbowaliście ściągnąć jakiegoś tunera do siebie na trening? Inne kluby mają to w zwyczaju. Zdarzało się w przeszłości, że widzieliśmy goszczących w parku maszyn Ashleya Hollowaya czy Ryszarda Kowalskiego, starających się rozwiązać problemy swoich klientów.
Nie próbowaliśmy.
Dlaczego?
Sparta Wrocław może sobie na to pozwolić, bo ich kilku zawodników używa silników jednego tunera. Nasi podopieczni startują na różnych jednostkach napędowych. Tu jednak przede wszystkim zawodnik zamawia silniki u tunera, później się z nim kontaktuje w sezonie jeśli potrzebne są korekty. Rola klubu jest tu marginalna.
Duży rozstrzał silników od różnych tunerów w drużynie może też jest problemem, bo wtedy bardzo trudno dostosować wszystkie silniki o różnej charakterystyce do jednej nawierzchni?
To nie dotyczy tylko nas. Oczywiście ma pan trochę racji, ale z drugiej strony gdy nie idzie u jednego tunera to natychmiast szuka się rozwiązań alternatywnych.
Nurtuje mnie jeszcze jedna kwestia. Skoro pozytywnie wypowiada się pan o pracy Piotra Świderskiego, a negatywnie o przygotowaniu zawodników, to dlaczego leci głowa Świderskiego?
Tak, jak wspomniałem wcześniej. Jako dyrektor sportowy mam bezpośrednie narzędzia do wpływania na zawodników, dyscyplinując ich. Tutaj wchodzi w życie regulamin PZM i wspomniane już wcześniej obowiązki zawodnika. Piotr Świderski nie odchodzi z zespołu, będzie dalej pracował z młodzieżą. Zarząd uznał, że temat przywództwa, charyzmy trenera w stosunku do zawodników nie sprawdził się na tyle, żeby na tym etapie sezonu wymusić w nich jakieś radykalne zmiany. Mówimy tutaj oczywiście o części zespołu. Patrząc na naszą drużynę, jest ona zbudowana w oparciu o trzech liderów. Nie pamiętam, kiedy Jason Doyle, Luke Becker i Tobiasz Musielak czyli właśnie cała trójka liderów zaliczyła jednego dnia wynik po prostu na swoim poziomie. To jest klucz, bo Marcus Birkemose, Robert Chmiel czy Radosław Kowalski robią swoje.
Jak podzielicie zadania pomiędzy panem a Ireneuszem Kwiecińskim?
Dokładnie tak samo, jak w sezonach, w których święciliśmy największe sukcesy przed kilkoma laty. Schemat pracy będzie bardzo podobny.
Pan zajmie stanowisko menedżera tylko na chwilę czy na dłużej?
Mamy taki schemat, że chcemy, aby w przyszłości funkcję menedżera sprawował były żużlowiec. Wydaje mi się, że będę piastował te funkcję tymczasowo. Zapewne niedługo otworzymy okienko transferowe zawodników na sezon 2027 i możliwe, że wtedy też zapadną decyzje o przywódcy „wilczego stada” na kolejne lata.
Zajmujecie siódmą lokatę w Metalkas 2. Ekstralidze. Jaki macie obecnie cel na ten sezon?
Chcemy awansować do fazy play-off, a tam jazda zaczyna się od nowa. Wiemy, że to wciąż możliwe, ale musimy wygrać przynajmniej tyle meczów, ile w pierwszej rundzie przegraliśmy. Będziemy walczyć do ostatniego możliwego momentu, by zrealizować plany. Karta musi się odwrócić, bo mamy zawodników, których z powodzeniem stać na większe zdobycze punktowe.
Z Michałem Finfą rozmawiał redaktor WP Sportowe Fakty Mateusz Wróblewski.
Już w niedzielę 14 czerwca o 13:00 w Krośnie mecz Cellfast Wilków z liderem Metalkas 2. Ekstraligi, Abramczyk Polonią Bydgoszcz. Bilety na to spotkanie dostępne w siedzibie klubu przy Legionów 1 w dni robocze w godzinach od 10:00 do 17:00 oraz całodobowo online na KupBilet.pl. Więcej: https://wilkikrosno.pl/krosno-bydgoszcz-2026/





