Mariusz Fierlej, czyli do Argentyny w… 45 godzin [Wideo, Zdjęcia]

22 grudnia startem w Bahia Blanca Mariusz Fierlej planuje wrócić na tor po ponad rocznej przerwie. 6 sierpnia 2017 podczas meczu KSM-u Krosno z Ostrovią wychowanek Unii Leszno zawadził o koło motocykla swojego kolegi z pary – Wojciecha Lisieckiego i całym impetem wbił się pod dmuchaną bandę. Żużlowiec KSM-u doznał skomplikowanego uszkodzenia miednicy i poważnego złamania kości udowej. Udział w mistrzostwach Argentyny to dla Mariusza Fierleja szansa na zachowania ważności swojej licencji. Przed miesiącem zawodnik związał się z Wilkami Krosno i na wiosnę chcę powalczyć o miejsce w składzie krośnieńskiej drużyny w rozgrywkach II ligi.

Warto podkreślić, że Mariusz Fierlej udał się w wyjątkowo daleką i długą podróż. Do Boenos Aires dotrze z Rzeszowa z międzylądowaniami w Monachium i Nowym Jorku. Łącznie wyprawa zajmie aż 45 godzin. Zawodnik Wilków nie zabrał ze sobą motocykli. Ich wypożyczenie ma załatwione na miejscu. – Nie chciałem ryzykować. Poprzednim razem w drodze powrotnej sprzęt zwyczajnie mi ukradziono – podkreśla “Filon”, który do walizki spakował jedynie specjalnie przygotowany na mistrzostwa Argentyny kevlar z logotypem Wilków Krosno i wizerunkiem byłego słoweńskiego żużlowca Matija Duha. – On zmarł przed pięcioma laty na moich rękach po upadku właśnie na torze w Argentynie. Mało pamięta się o tych mniej znanych zawodnikach. Ja jednak o nim nigdy nie zapomnę – spuentował odlatując w poniedziałkowy wieczór z Rzeszowa Mariusz Fierlej.